Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Orońsko. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Orońsko. Pokaż wszystkie posty

26.08.2015

Parowóz w Skarżysko-Kamiennej (26.08.2015)


Pojechaliśmy tam jakoś bez przekonania, więc zmęczenie, znużenie i zdeptana radość towarzyszyła nam przez większość kilometrów. Niby wszystko było w porządku, ale tak naprawdę z każdego z nas wychodziło niewyspanie i prawdopodobnie dziecięcy syndrom braku takich atrakcji, które potrafią pobudzić podczas wyprawy.
Wiem, wiem... sam rower powinien być nagrodą, lecz mimo wszystko inaczej patrzy się na to, gdy wyskakuje się na wieczorne kółko znanym szlakiem, by przypomnieć nogom gdzie ich miejsce, a jeszcze inaczej, kiedy na liczniku miga pięćdziesiąty, siedemdziesiąty, wreszcie setny kilometr, a wokół w sumie nic. A to przecież nie koniec.
 
Nagroda była jedna: parowóz na stacji w docelowej miejscowości. Natomiast kary aż trzy:
 
1. Wspomniane zmęczenie.
 
2. Przeklęty, żeby nie powiedzieć pie%+&*$#y kapeć, w naszym języku zazwyczaj zwany Klątwą Bożka Kapciaka. Pierwszy raz kapeć w szosie.
 
Nie wiem jak długo mordowaliśmy się z moim kołem, by zmienić dętkę bez pomocy łyżek. Było to tak frustrujące, że końcowy naciąg opony udało mi się uzyskać wyłącznie dzięki perspektywie wracania pieszo przez nocne, ciemne i zimne lasy. Wizja 45-50 kilometrów takiej traumy (i obowiązek stawienia się rankiem w pracy) była przerażające i wyzwoliła resztkę sił w palcach. Poza tym chwała Karolowi, że wziął zapasową dętkę i małą pompkę. Cudem udało się nabić może 1-2 atmosfery (z potrzebnych ok. siedmiu).
 
3. Przeklęty chłód, z którym radziliśmy sobie jedynie zwiększaniem tempa, by się rozgrzać. Tym razem troszkę pomogły moje rękawki i bonusowa koszulka schowana w tylnej kieszonce. Podzieliliśmy się tym skromnym odzieniem i tradycyjnie mknęliśmy nocą do domów.

M.

(6 sierpnia 2015 / Marcin i Karol / szosa / 132 km)


Trasa:

Radom – Skaryszew – Iłża – Mirzec – Grzybowa Góra – Skarżysko Kościelne –
Skarżysko-Kamienna – Bliżyn (a w nim guma w moim tylnym kole) –
Szydłowiec – Orońsko – Radom.

  

 

  
Iłża. W tle baszta

  
Gdy mocno zrezygnowany spytałem jakiejś kobiety ile jest do Skarżyska,
ta odparła, że jeden kilometr. I rzeczywiście po kilometrze 
było Skarżysko, ale Kościelne...

  
Skarżysko-Kamienna

 
 Skarżysko-Kamienna. Karol wspina się na górę

 

 
 

 

 

 

 

 

 

 
 

 
Jadło w barze przy dworcu

  
Jak wyżej, lecz dołączył się ptak

Wyjazd

 
Ku drodze głównej

 
Porażka

 
Sukces

 
Radom. Stary Ogród 


Mapka i przewyższenia

Wjazd do Iłży

5.06.2014

W Centrum Rzeźby Polskiej w Orońsku (05.06.2014)



Założenie było takie, że wychodzę na dwie dyszki, bo na więcej mi się nie chce, bo samemu jeździć nudniej, bo dziwna pogoda, nie wiadomo jak się ubrać, a dzień jakiś drętwy. Jednak z każdym kilometrem, najpierw w stronę słynnej, wiejskiej dyskoteki w Maliszowie – niegdyś obleganej z tak potężną mocą, że te drogi, co do Rzymu wiodły, zmieniały swój bieg – upewniałem się, że warto jechać dalej. Swoją drogą nie wiem czemu wszyscy używają formy "w Maliszewie", skoro mianownik to Maliszów. Może to archaiczna forma, tak jak Taczów i z Taczewa. Mniejsza z tym. Po mokrych, wręcz bagiennych doświadczeniach, trochę przerażało mnie wiszące nade mną chmurzysko, ale nie na tyle, by zawrócić.


Za świątynią tańca pomyślałem o Wierzbicy. Tam też zamieniłem kilka zdań z kwiatową panią, która nakreśliła mi wspaniałą perspektywę innej, ciekawszej drogi. Sił nie brakowało, toteż zaufałem damie i pomknąłem w nowym kierunku.


Nie wiem jak i kiedy, ale w pewnej chwili moim oczom ukazało się Orońsko, a w nim Centrum Rzeźby Polskiej, które bardzo lubię. Od dawna planowałem zwiedzić je ponownie – niestety od września 2012 i występu ciekawego, folkowego Солнцеворот, złożonego z Rosjanek wskrzeszających pogańskie dzieje, żadna z imprez w tym muzeum nie zdołała mnie przyciągnąć. Swoją drogą na tym występie byliśmy we trzech, czyli w sumie już jako Pełny Bidon.

I tak oto dwie z zaplanowanych tras złączyłem w jedną. Powrót był ciężki, wzdłuż krajowej siódemki, bezskutecznie próbującej stłumić wszystkie z miłych wrażeń.

M.

(05.06.2014 / mtb / M. / 55 km)


"Siesta"

 



 

 

Aktualizacja I

Powyżej posągi m. in. autorstwa pani Magdaleny Abakanowicz. Trzy dni temu, a więc w kwietniu 2017 r. natknąłem się na artykuł o nich. Aktualnie znajdują się w Chicago, a więc dużo dalej niż wtedy, gdy oglądałem je w całkowicie pustym, plenerowym muzeum.

Aktualizacja II

Tym razem słowa z 8 lipca 2019. Już od 13 lipca (do października) będzie można oglądać wystawę zatytułowaną "W przestrzeni Magdaleny Abakanowicz". Więcej o wydarzeniu tutaj: