Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sadków. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sadków. Pokaż wszystkie posty

29.08.2015

Pomnik pilotów Su-27 (29.08.2015)


Wieczorna, szybka czterdziestka. Po tegorocznej edycji Air Show przypomnieli mi się białoruscy piloci, którzy zginęli podczas pokazów już sześć lat temu (30 sierpnia 2009). Postanowiłem pierwszy raz odwiedzić miejsce katastrofy myśliwca Su-27 i zobaczyć poświęcony lotnikom pomnik. Smutne miejsce.

M.
(29 sierpnia 2015 / M. / szosa)

"Niezależnie od prawdziwych przyczyn katastrofy, które nie są publicznie znane, wśród mieszkańców Małęczyna i okolicznych miejscowości, jak również na Białorusi, istnieje przekonanie, że piloci świadomie nie wykonali rozkazu katapultowania się, chcąc wyprowadzić maszynę w miejsce, gdzie jej upadek nie będzie zagrażał okolicznym mieszkańcom; takie opinie wypowiadali również dowódcy polskich i białoruskich Sił Powietrznych. Z tego powodu mieszkańcy okolicznych wsi złożyli wniosek o upamiętnienie pilotów pomnikiem ustawionym w miejscu katastrofy. Odsłonięto go 11 kwietnia 2010 roku." [Wikipedia]

 

  

 

4.10.2014

Podfruwajki (04.10.2014)



I

Popołudnie wkręcone tak w stare, jak dziś odkryte szlaki. Trasa wiodąca przez Sadków, Maków, aż po Siczki i port w punkcie startowym, a więc Radom. Dystans: 80 km.

K.



fot. K.
II

Skromniejsze, acz wyczerpujące 51 km. Scena ścigania się z kobietą w Oplu zakończona autorefleksją: "stary, a głupi", i przypomnieniem sobie podobnej historii z komentarzem jakiegoś kolarza: "A co, niech sobie podfruwajki nie myślą, że człowiek nie ma ambicji".

M.

(04.10.2014 / Karol: 80 km, Marcin: 51 km / mtb)



fot. M.

6.05.2014

Jest zimna wódka. I piwo (06.05.2014)




Popołudniowe 33 km. Początek przy radomskim, przebudowywanym lotnisku, gdzie system nerwowy, doszczętnie zdruzgotany w pracy, został ukołysany pomrukami ćwiczącej eskadry Orlików. Finałowo znalazłem się na skaryszewskich uliczkach, do których dotarłem sam nie wiem jak, drogami pustymi, cichymi i przynoszącymi spokój. Z banalnej trasy wykwitło mnóstwo przejazdów, ścieżek, maleńkich odkryć i wiele nowych radujących i ratujących głowę – pomysłów na rowerowe zabawy.

W najdalszym punkcie wyprawy spytałem o zimny Tymbark. Ekspedientka odparła chłodno:
– Jest zimna wódka. I piwo.

Na zdjęciach mikroskopijny ja (niby nie w kiblu, ale też w odbiciu), potem niewielki (budzący śmiech w całej Polsce) port lotniczy (przynajmniej tak o tej budowli mówią tablice), a najniżej chmura, którą dr inż. Jan Pająk (badacz UFO) prawdopodobnie zakwalifikowałby jako zamaskowany magnokraft typu K1 albo K3.

M.


(06.05.2014 / M. / mtb / 33 km)