13.06.2017

Słońce poboczne (13.06.2017)


Kolejny raz ujrzałem słońce poboczne. Dwadzieścia kilometrów dalej podziwiałem chmurę o tak niezwykłym kształcie i wyraźnie srebrzystym odcieniu, że skojarzyła mi się z anielskim skrzydłem. Zjawiska atmosferyczne, chmury, gwiazdy (i wszystkie inne tego typu) bywają piękniejsze niż to, co znajduje się pod nimi.

Droga spokojna. Bez przygód, lecz szybka. Jedyne postoje po to, by wykonać kilka fotografii.

Marcin

(13 czerwca 2017 / M. / szosa)
 






SŁOŃCE POBOCZNE

12.06.2017

Spalony stek przekleństw (12.06.2017)


Prawie standardowe kółko, choć lekko zmodyfikowane akurat w tym miejscu, w którym nie spodziewaliśmy się niedokończonych robót drogowych. Jeżdżenie kolarzówką po zerwanym asfalcie, piachu i kamieniach nie należy do najmilszych, lecz perspektywa zawracania i nadrabiania kilometrów tylko dla wygody tyłków i nadgarstków też się nam nie uśmiechała. Miałem nagrany ciekawy monolog Karola, który tak kwieciście wypowiadał się na ten temat, ale niestety wszystko z tego dnia uległo skasowaniu. Aż chce się zakląć.
 
Jedyne pozostałości to kadry z filmu Karola, na którym widać mnie.

M.

(12 czerwca 2017 / K. i M. / szosa / 54 km)

2.04.2017

Sol Invictus (02.04.2017)


Po wielu moich krótszych wyjściach, i jednym wspólnym, przyszła chwila na mocniejsze pokręcenie we dwóch. Okolice Radomia, trasy znane (np. Olszowa) widoki wczesnowiosenne. Wyjścia stały się regularne, a to cieszy bardziej niż odległości (choć te także).
M.

(2 kwietnia 2017 / M. i K. / szosa / 70 km)

















 
20 km od domów.
Ta oraz pierwsza fotografia, na której widać mnie: Karol