1.09.2017

Olszowa w sześciu (01.09.2017)


 

Tęskne wspomnienie szosowej "przejażdżki", która zaczęła się pod Castoramą, wiodła przez dwie pętle wokół Olszowej, a skończyła się dla każdego inaczej – dla mnie bytnością w pracy. A zanim się zaczęła, to już o 5 rano zdążyłem, przy pomocy pompki, rozwalić sobie wcześniej poparzony palec. Jednakże ani wczesna pobudka, ani poranny chłód, ani ból i krew nie zepsuły mi frajdy z szatańskiego kręcenia w sześciu chłopa. Serdeczne, chłopięce zabawy w "kto ostatni na górce ten c#*j!" oraz instruktorskie rady w wykonaniu organizatora tej kolarskiej zabawy, tylko powiększały radochę i łagodziły ból mięśni.

M.
  
(1 września 2017 / w sześciu / szosa / poranne 5 dyszek)

 
Niefortunny start

 
 W drodze na miejsce zbiórki

Castorama



Po lewej: Karol

Po pierwszej rundce




17.08.2017

Kot polskojęzyczny (17.08.2017)



Wpis cierpiętniczy. Rankiem Karol wyruszył zdobywać Łysą Górę i przemierzył 201 kilometrów, natomiast ja tego dnia nie miałem czasu. Wieczorem nie wytrzymałem i też pochłaniałem asfalt, ale bez takich wrażeń, jakie przypadły jemu: Pełny Bidon: Łysa Góra.

W zasadzie to może i dobrze, że wyszedłem na krótko i sam, bo co chwilę spotykałem jakieś koty. A kto zna choć część naszych rowerowych przygód, wie jak to czasem się kończy. Mniej więcej w połowie drogi zacząłem skłaniać się ku teorii, że kuweciarze zawsze liczą na drapane i jakoś porozumiewają się między sobą... no bo jak inaczej tłumaczyć zachowania takie jak przyczajona poza, przebiegły wzrok i nieobliczalny skok wprost pod rozpędzone koła? Dziwny to sposób dostawania się do czyjegoś domu, ale może naoglądał się romantycznych komedii i chciał WZIĄĆ przykład z pań wpadających na facetów. Na filmach kończy się to efektownym rozsypaniem kartek, sceną łóżkową i ślubem – tu zachodziła obawa krwi, flaków i kociego pogrzebu. 

W ułamku sekundy przypomniałem sobie historię zawodowego kolarza, któremu kot w taki sposób połamał kończyny. Nie miałem najmniejszej ochoty powtarzać tego wyczynu i w 1/3 tej niezmierzonej chwili, na szczęście dla mnie, uświadomiłem sobie coś jeszcze: tamten kocur był anglojęzyczny! Kolejne 1/3 niewiadomej długości zajął mi krzyk. Polski, głośny, wulgarny. Tak, ten na "k". Ostateczny odcinek to porozumienie człowieka i zwierzęcia.

Zawrócił. Czmychnął w pole. Pewnie wyskoczy, gdy będę jechał z Karolem.

M.

(17 sierpnia 2017 / M. / szosa)


Kici, kici...


 
Potencjalnych nowych czytelników, zainteresowanych wspomnianymi kocimi scenami, zapraszam tu:

1. Kot Wentyl (15.07.2017)

2. Kot Bidon (15.07.2015)

Łysa Góra (17.08.2017)


 

Udana wyprawa. Słońce, piękne widoki, zjazdy i podjazdy. Pęd, wolność, poczucie przygody.  Góry, mimo że Świętokrzyskie, to jednak góry, i potrafią szybko sprowadzić kolarskie ambicje na ziemię. Już po zjeździe z Łysej Góry, przez pomyłkę w nawigacji, zafundowałem sobie srogi podjazd – nie miał końca. Pomyślałem, że pnie się aż do bramy ze św. Piotrem. A on tam czeka i powie, że jak chcę do Nieba, to trzeba jechać jeszcze w górę, natomiast do Piekła jest zjazd...  Ale bym pędził...

No i stało się. Jak to się po kolarsku mówi, "strzeliłem". A był to około setny kilometr i mniej więcej tyle samo zostało do domu.  Dalej wystarczy jedno słowo: cierpienie. Były skurcze, dziwne miny i przekleństwa.

O zabytkach i miejscach pisał nie będę, bo z pewnością wkrótce zawitamy tam z Marcinem (dziś niestety nie mógł), a jego słowami będzie dużo ciekawiej.

Karol

(17 sierpnia 2017 / K. / szosa / 201 km)


Trasa: 
Radom – Wąchock – Starachowice – Nowa Słupia – Łysa Góra – Bodzentyn – 
Suchedniów – Skarżysko-Kamienna – Majdów – Szydłowiec – Radom 
(201,5 km)






Radiowo-Telewizyjne Centrum Nadawcze Święty Krzyż. 
Wieża ma wysokość 157 m
Praktyka nowych określeń dla miejsc przedchrześcijańskich kultów prawdopodobnie stanowiła też inspirację dla polskiego zespołu black metalowego Kły i okładki albumu "Szczerzenie" (najlepszy utwór: "Jeżeli").

M.